Dzień Świętego Marcina

 

   

Od V wieku kościół katolicki czci dzień św. Marcina. W Polsce święto to związane było z końcem starego i początkiem nowego roku służby, co oznaczało, że pracownicy najemni dostawali tego dnia wynagrodzenie za cały rok ciężkiej pracy. W Niemczech i Holandii do dziś zachował się zwyczaj chodzenia o zmroku po ulicach i parkach z lampionami wykonanymi z wydrążonych bulw jarzyn, śpiewając piosenki i prosząc o skromne podarki. Wszystko to ma związek z historią pewnego rzymskiego legionisty.

Marcin z Tours był synem oficera legionów rzymskich. U progu dorosłości przygotowywał się do przyjęcia chrztu jako młody wyznawca wiary chrześcijańskiej. Legenda głosi, że jako żołnierz był ceniony w środowisku wojskowych i szybko zyskał pozycję lidera. Zamiast prowadzić swoich podwładnych na pewną i bezsensowną śmierć, Marcin jechał za kolumną wojsk upewniając się, że żaden żołnierz nie jest ranny lub zagrożony.

Pewnego zimnego wieczoru, Marcin prowadził swoich ludzi w bezpieczne miejsce za murami cytadeli. Kiedy bramy miasta miały się zamknąć, prawie nagi żebrak poprosił legionistów o pomoc. Marcin bez namysłu wyciągnął miecz i jednym ruchem przeciął swój żołnierski płaszcz na dwie części. Jedną połowę zarzucił biedakowi na ramiona, drugą zachował dla siebie. Niektóre źródła podają, że żebrak rozpłyną się we mgle.

Tej samej nocy Marcin miał wizję. W jego śnie pojawił się ten sam człowiek, któremu podarował swój płaszcz, ale jawił się życzliwemu legioniście jako Istota Światła i powiedział, że jego droga została pobłogosławiona dzięki miłosierdziu okazanemu biedakowi, ciepłej naturze i kochającemu sercu, a czyny Marcina są widziane w niebie.

Wieczorem, przed decydującą bitwą Marcin wszedł do namiotu przełożonego. Oddał mu swój miecz i powiedział: Nie mogę już więcej zabijać. Muszę poświęcić swoje życie Bogu.

W głęboko ukrytej duszy ludzkiej istnieje coś, co niektórzy określają jako „wewnętrzne światło”, „zamek duszy” lub „nieustająco obecne królestwo Boże”. Wielu mistyków i duchownych wycofywali się, by w samotności pielęgnować i czuwać nad wzrostem tego wewnętrznego światła i ochraniać je przed mrokiem. W tym sensie listopad jest okresem nieprzyjaznym człowiekowi – to najciemniejszy czas w ciągu całego roku, dlatego tak ważne jest wzniecanie ciepła w naszych sercach. Nasze wewnętrzne światło musi świecić jaśniej niż w innych miesiącach. Kiedy natura śpi, musimy być czujni.

Jednym ze sposobów rozpalania wewnętrznego ognia jest dzielenie się z potrzebującymi tym, co mamy. To jedno z najważniejszych umiejętności, jakie chcemy przekazywać naszym wychowankom – św. Marcin wskazał nam drogę. Każdy z nas ma bowiem boską iskrę, którą musimy dzielić się ze światem.

Co roku niemal wszyscy uczniowie szkół waldorfskich na świecie celebrują dzień św. Marcina przygotowując lampiony – ich łagodne światło symbolizuje płonące światełko naszego serca. Kiedy zapada zmrok dzieci wraz z rodzicami i nauczycielami zabierają swoje latarenki i wyruszają do lasu, by przeganiać ciemność.

 

Na całym świecie nie ma wystarczająco dużo ciemności, aby wyrwać światło małej świecy